Przygody Pana Marcinka pod polsko-ruską granicą (pod piórem nowego właściciela kota Marcinka):
>>Hej, to jest relacja o zaaklimatyzowaniu Marcina w Wolińskiej przyrodzie. Marcin okazał się znakomitym surwiwalistą, doskonale przystosował się do życia na wolnośći, nie widujemy go dość często, ale jednak czasami pod osłoną nocy uda się dostżeć jego świecące oczy gdzieś w oddali. Ze zdobywaniem pożywienia też chyba sobie radzi, staramy się podkładać mu jedzenie w miejscach nie stresujących jego nadpobudliwej osobowośći, jednak nie codziennie do nich zagląda. Sąsiedzi muwią nam że widzieli gdzieś małego czarnego dzikiego kota, myślę że chodzi o Marcina. Mam nadzieję że jest mu lepiej w Woli niż w zatłoczonej Warszawie.
Malko zachował ortografię, ale może jeszcze się złamie i poprawi. Bo styl niezły, nespa?
I zamiast "Neurotycznych związków" piszą się raczej "Czarne stopy", albo "Opowiadania i nowele łowieckie". Ruchu więcej, ale i przedustawnego spokoju i odwiecznego porządku. A jak byliśmy z Marcinkiem w tej Woli Uhruskiej, w której on zamieszkał, to z drzewa spadła wiewiórka. Wstała, otrzepała się z igliwia i lekko wspięła z powrotem na sosnę. One się tego uczą, jak wszyscy, to i czasem się nie uda.
No to jedziemy z tą przyrodą – tak miał się zaczynać kolejny odcinek o kocie, a może i o wiośnie coś miało tam być [o wiośnie – zamiast;-) – przepięknie pisze Shot: „Z cyklu I’m seeing things: pole golfowe pod Warszawą z amatorami zielonego szaleństwa; łabędzica w sitowiu, wysiadująca małe; piękny, zdezorientowany lekko bażant oraz słodki, cherlawy źrebak z rodziną; na koniec – Bielawa w całej jej okazałości (Reinmara nie ma w domu).”]
No to jedziemy z ta przyrodą – tak miał się zaczynać, bo Malkontent czasem układa sobie w głowie te kawałki zanim, zanim po 3 tygodniach siądzie do kompa. Tak miał się zaczynać, lecz tak się nie zacznie, bo tymczasem Malko całkiem stracił dziarski stosunek do kota. Kot jest przedstawicielem przyrody. Dzikiej. Kot jest przedstawicielem pokoleń piwnicznych kotów o trójkątnych pyskach i znakomitym refleksie. Zwinną alegorią strachu przed człowiekiem, chudym pomnikiem nieufności. On mieszka w ukryciu. Malko miał przez czas jakiś – w Dolinie Mumuników like – kota mieszkającego w szufladzie, a potem – tu już jesteśmy raczej w krainie dwuznaczności – własnego kota w szafie. Generalnie Malko ma kota, a kot ma cztery kryjówki rozpracowane przez Malko oraz pewną liczbę nadal tajnych schowanek.
No dziki taki, biega w nocy, a Malko nie ma drzwi do sypialni i boi się, że kot wbiegnie więc na łóżko z jakąś dziką do Malko sprawą. Malko może wyglądać przecież jak mysz – gdy śpi. Czy można być pewnym, że nie?
On dużo je ten kot, tylko w nocy. Jest bardzo higieniczny. Jest całkiem obcy. Wszystko wskazuje na to, że za tydzień wyjedzie do Woli Uhruskiej, gdzie mu będzie LEPIEJ. Malko powie to odważnie: jemu też będzie wówczas LEPIEJ.
Ale już po 2 miesiącach (już? a czytelnikom się dłużyło...) zgrabił ogródek i na wesoło podrapał się różą. Wziął też kota -- i tyle go widział. Szansa na niewidzialnego sublokatora -- prosi go tylko o znaki życia w postaci pustej miseczki i pełnej kuwety. Mówi dojrzale: możesz się chować, kocie, bo wiem, że jesteś strasznie przestraszony. A ja napiszę o nas "Neurotyczne związki".